INSTAGRAM

INSTAGRAM
INSTAGRAM

TRAVELS

TRAVELS
TRAVELS

OUTFITS

OUTFITS
OUTFITS

Co wydarzyło się w 2017 roku? O porażkach, zmianach i najpiękniejszych momentach


Chyba nie skłamię, jeśli napiszę, że w 2017 roku zobaczyłam i przeżyłam więcej niż w ciągu ostatnich 25 lat mojego życia. Ciężko spamiętać wszystkie momenty, ale z pewnością był to przełomowy, słodko-gorzki rok, przepleciony łzami smutku i radości.

Początek roku zapowiadał się fatalnie. Pierwszy raz w życiu nie miałam ochoty ani siły, żeby wyjść z domu na Sylwestra. Okłamywałam wszystkich znajomych, że mam już jakieś plany. A tak naprawdę, chwilę po północy poszłam spać, zalana łzami z nadzieją, że ta sytuacja już nigdy więcej się nie powtórzy.

Okres od stycznia do marca był moją wewnętrzną wegetacją. Czułam się zniechęcona, znudzona i rozczarowana. Wiele spraw nie poszło po mojej myśli i byłam przekonana, że tak właśnie będzie wyglądał ten rok. Sporadycznie miewałam lepsze momenty, ale wszystkie negatywne uczucia wracały jak bumerang.

Sama nie wiedziałam czego chcę. Nie mogłam się na niczym skupić i nie miałam ochoty absolutnie na nic. Chodziłam do pracy, którą teoretycznie lubiłam, ale każdego dnia wychodziłam z biura z poczuciem, że mogłabym w tym czasie robić milion ciekawszych rzeczy.

W głębi duszy czułam, że jedyne, co może mnie uratować to zmiana… która przyszła dużo szybciej niż mogłabym się spodziewać.

A wszystko zaczęło się w piątek, 3 marca. Zaraz po pracy poszłam do mojej ulubionej księgarni w Krakowie. Chodziłam między półkami w poszukiwaniu idealnej lektury na zimową chandrę i jak to zwykle ze mną bywa, przyszłam po jedną rzecz, a wyszłam z czymś zupełnie innym. Zamiast lektury na chłodne wieczory, kupiłam mapę… Najzwyczajniejszą mapę świata. Do tej pory zastanawiam się, dlaczego zwróciła moją uwagę i jak to możliwe, że tyle zmieniła w moim życiu…

Wracając do mieszkania, pierwszy raz od dłuższego czasu, śmiałam się jak głupia. Ludzie w tramwaju patrzyli się na mnie jak na idiotkę, ale wtedy to nie miało żadnego znaczenia. Byłam zajęta swoimi myślami o wszystkich niesamowitych miejscach na świecie, które zobaczę. I to nie w odległej przyszłości. Nie za 5 czy 10 lat, ale już, teraz.

Wróciłam do mieszkania. Powiesiłam mapę nad łóżkiem i obiecałam sobie, że zanim pójdę spać, będę o krok bliżej do spełnienia moich marzeń. Kilkumiesięczna, samotna podróż do Azji chodziła mi po głowie od dłuższego czasu, ale zawsze odkładałam ją na później. Tym razem nie chciałam niczego odwlekać, komplikować, nie potrzebowałam też żadnych rad ani komunikowania całemu światu, że podjęłam decyzję.

Po prostu kupiłam bilet w jedną stronę do Bangkoku.

Bez liczenia zysków i strat.
Bez planu.
Bez zastanawiania się czy to wszystko ma sens.

Życie daje czasem człowiekowi szanse, ale jeżeli jest się zbyt tchórzliwym albo niezdecydowanym, żeby z niej skorzystać, życie zaczyna od nowa rozdawać karty. Jest taki moment kiedy można coś zrobić aby zdobyć szczęście, ten moment trwa kilka dni, czasem kilka tygodni, a nawet miesięcy, ale następuje on raz i tylko raz, nie można do niego wrócić, brak już miejsca na entuzjazm, na pewność siebie i wiarę, pozostaje jedynie łagodna rezygnacja, wzajemna i pełna smutku litość, niepotrzebne a zarazem smutne uczucie, że coś mogło się zdarzyć, nie okazaliśmy się po prostu godni daru, który został nam ofiarowany.

Michel Houellebecq, Mapa i terytorium

Kiedy spoglądam na 2017 rok, widzę niezbyt ciekawie rozpoczętą książkę, która w połowie zmieniła tor wydarzeń o 180 stopni, nabierając zawrotnego tempa. Dzieją się w niej rzeczy, o których główna bohaterka nawet nie śniła. Na kartach przeplatają się beztroskie momenty na tajskich wyspach, niezapomniane zachody słońca w Laosie, rejsy statkiem po Halong Bay i inspirujące spotkania. Ale żeby nie było zbyt pięknie, pojawiają się też momenty kryzysowe, wizyty w szpitalu i groźny wypadek, które mimo iż nie należą do miłych doświadczeń, wnoszą do jej życia więcej niż mogłoby jej się wydawać.

***

Długo zastanawiałam się nad tym, jak podsumować wszystkie karty zapisane w 2017 roku i zainspirowana wpisem Alexandry Franzen postanowiłam szczerze odpowiedzieć na kilka pytań.

Jakie momenty tego roku sprawiły mi najwięcej radości?

Wypad do Pragi z moją bratanicą.


Ukończenie wizażu i stylizacji w Artystycznej Alternatywie.

Wakacje z Natalią w Bieszczadach.

Otrzymanie wizy do Australii.

Podziwianie Halong Bay z nielegalnego punktu widokowego, na którym byłam jedną turystką.

Widok Ban Gioc – największego wodospadu w Wietnamie i czwartego największego wodospadu na świecie.

Bieganie boso pomiędzy polami ryżowymi.

Podziwianie wschodów i zachodów słońca z Danielem w Vang Vieng.

Z czego jestem dumna?

Jestem dumna z tego, że żyję życiem, o jakim marzyłam od dawna.
Z tego, że żyję w zgodzie ze sobą i swoim sumieniem.
Z tego, że mimo wielu kryzysowych momentów nie spakowałam plecaka i nie wróciłam do Polski.
Z tego, że o mojej podróży napisały czasopismo Poznaj Świat i Słowo Podlasia.
Z mojej pracy dyplomowej w Artystycznej Alternatywie.

Czego chcę robić więcej?

W tym roku chciałabym tworzyć jeszcze więcej zdjęć. Odkryłam, że sprawia mi to ogromną frajdę i mam nadzieję, że w tym roku uda mi się wnieść moje fotografie na wyższy poziom.
Pragnę więcej czasu poświęcić na modlitwę i medytację.
Chciałabym też wrócić do regularnej aktywności fizycznej, którą trochę zaniedbałam w podróży i wykonywać ćwiczenia co najmniej 3 razy w tygodniu.

Czego mam dosyć?

Mam dosyć bylejakości na wszystkich płaszczyznach życia. Bylejakości w relacjach międzyludzkich, bylejakości w podróżowaniu, bylejakości w przeżywaniu, bylejakości w miłości, bylejakości w wierze, bylejakości w stosunku do jedzenia i ubrań.
Mam dosyć ludzi, którzy narzekają na swoją pracę, partnera, mieszkanie, ale nie robią nic, co mogłoby zmienić ich obecną sytuację.
Mam dosyć mężczyzn, którzy są nijacy. Mam dosyć mężczyzn, którzy nie wiedzą czego chcą, nie mają żadnych życiowych marzeń ani celów.

Co chciałabym zmienić?

Chciałabym być bardziej cierpliwa. Z większą pokorą przyjmować fakt, że w życiu trzeba czekać i na wszystko przychodzi czas. Na radość i na smutek, zdrowie i chorobę, pracę i odpoczynek, szaleństwo i nudę, porażki i wygraną.

Jakie mam plany na kolejny rok?

Po prostu być szczęśliwą.


A jak Wam minął 2017 rok? Jakie były Wasze najpiękniejsze momenty? I co planujecie na ten rok? Zachęcam Was do spisania odpowiedzi na pytania, to naprawdę przyjemny rytuał, który pozwala zatrzymać się na chwilę, zamknąć pewien etap, zastanowić się nad sobą, nad tym co sprawia nam radość i daje satysfakcję. Jeśli macie ochotę, zróbcie to w komentarzach, z przyjemnością przeczytam.


Brak komentarzy