INSTAGRAM

INSTAGRAM
INSTAGRAM

TRAVELS

TRAVELS
TRAVELS

OUTFITS

OUTFITS
OUTFITS

Pierwsze wrażenia z Australii


Przylatujesz do kraju, który ponoć jest krainą mlekiem i miodem płynącą. Już po pierwszym tygodniu orientujesz się jednak, że wcale nie jest tak kolorowo. Uczuciowy rollercoaster to pojęcie, które doskonale odzwierciedla twój stan ducha.

Z jednej strony cieszysz się jak dziecko, bo odkrywasz miejsca, które od zawsze chciałaś zobaczyć. Z drugiej strony jesteś przytłoczona nową rzeczywistością, poszukiwaniem pracy i mieszkania. Pierwszy raz w życiu spotykasz się ze ścianą i nie możesz znaleźć pracy. Twoje oszczędności topią się w tempie ekspresowym. Nie pomaga też ośmiogodzinna różnica czasu, przez którą nie możesz porozmawiać ze swoimi bliskimi, kiedy akurat tego potrzebujesz.

Zamiast zwiedzać miasta, które do tej pory były tylko w zasięgu twojej wyobraźni, załatwiasz formalności związane z numerem telefonu, kontem bankowym, numerem podatkowym. Wysyłasz dziesiątki CV dziennie. Bez żadnego rezultatu. Postanawiasz pójść o krok dalej. Drukujesz CV i roznosisz je po wszystkich hotelach, kawiarniach i restauracjach. W większości miejsc odsyłają cię z kwitkiem tłumacząc, że nie poszukują pracowników, bo jest zima albo że zatrudniają tylko Australijczyków.

Od niektórych znajomych słyszysz, że przez całą tą Australię, zamiast iść do przodu, tylko się cofasz, tracisz czas i pieniądze. Powoli tracisz też poczucie własnej wartości.

Wolisz nie myśleć jakby wyglądała twoja sytuacja, gdyby nie australijska rodzina w Brisbane, którą poznajesz przez stronę Workaway, będąc jeszcze w Polsce. Nicola i jej dzieci pomagają ci przezwyciężyć emigracyjny kryzys. Spędzacie wspólnie czas, gotujecie, zwiedzacie Brisbane, uczycie się na przemian polskiego i angielskiego. Jest naprawdę przyjemnie.

Po tygodniu dostajesz pierwszy telefon. Masz stawić się o 14 w restauracji na William Street. Jesteś podekscytowana, wreszcie coś zaczyna się dziać. Ubierasz najładniejsze ubrania, jakie przytaszczyłaś z Polski, podciągasz oko eyelinerem, a usta różaną pomadką, uśmiechasz się od ucha do ucha. Po chwili uświadamiasz sobie, że wskazany adres znajduje się w Melbourne, oddalonego od Brisbane o 2 godziny lotu. Dzwonisz do menadżera i przepraszasz, że nie potrafisz czytać ogłoszeń ze zrozumieniem. I kiedy myślisz, że jesteś skreślona już na wstępie, pada pytanie czy chcesz się przeprowadzić do Melbourne. Bez zastanowienia odpowiadasz: „Why not?”, chociaż w twojej głowie aż roi się od wątpliwości.

Kilka dni później lądujesz w nowym mieście. Jest zima, temperatura wynosi ok. 10 stopni, a ty stoisz na lotnisku w szortach i koszulce, bo przecież miałaś mieszkać w słonecznym Brisbane.

Znów coś nie poszło po twojej myśli. 
Znów zaczynasz wszystko od nowa.
Znów nic nie wiesz. 

Zastanawiasz się czy podjęłaś dobrą decyzję. I mimo, że nie znasz odpowiedzi to intuicja podpowiada ci, że wszystko w życiu dzieje się po coś.

Brak komentarzy