INSTAGRAM

INSTAGRAM
INSTAGRAM

TRAVELS

TRAVELS
TRAVELS

OUTFITS

OUTFITS
OUTFITS

Jak mieć całe Ha Long Bay dla siebie?

Zatoka Ha Long Bay to jedna z największych wizytówek Wietnamu. Znajduje się tam około dwóch tysięcy porozrzucanych wapiennych wysepek oraz skał. O historii jej powstania krąży wiele legend.

Jedna z nich mówi, że w czasach, kiedy Wietnamczycy walczyli z najeźdźcami, bogowie zesłali na ziemię pomocników w postaci smoków. Te majestatyczne stworzenia miały magiczną moc wypluwania pereł, które w zetknięciu z wodą zamieniały się w skały. Dzięki temu utworzyły naturalny mur obronny, blokujący morską drogę ataku. Smoki na tyle polubiły Ha Long Bay, że zostały tu do dzisiaj. Żyją ukryte w niezliczonych jaskiniach oraz szczelinach tysięcy wysepek. I tej wersji się trzymajmy ;)

Istnieje kilka sposobów, żeby zobaczyć Ha Long Bay. Można na przykład wykupić rejs w lokalnych biurach podróży (wersja dla leniuchów) albo wybrać nieco trudniejszą opcję, o której dziś trochę opowiem. Ja początkowo nastawiałam się tylko na rejs po wysepkach okalających Ha Long Bay. Moje myśli ubiegła koleżanka, która wręczyła mi bilet na prom w prezencie (czy ja już mówiłam, że w podróży spotykam istnych aniołów?).


Jeśli mam być szczera, to nie miałam zbyt wielkich oczekiwań co do tej wycieczki, z resztą jak do wszystkich obleganych atrakcji turystycznych. Tym razem jednak bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Na promie było tylko kilka osób, przez co miałam wrażenie, jakby całe miejsce było wynajęte wyłącznie dla nas. Rejs trwał około 6 godzin i obejmował postoje na najbardziej imponujących miejscach wokół zatoki oraz zwiedzanie trzech jaskiń: Thien Cung, Dau Go i Surpise cave. Największe wrażenie zrobiła na mnie ta pierwsza. Jest naprawdę olbrzymia, a kolorowe oświetlenie sprawia, że wygląda jeszcze bardziej spektakularnie.


Ha Long Bay widziałam setki razy na obrazach i zdjęciach. Już wtedy byłam przekonana, że musi być to piękne miejsce. Jednak to co zobaczyłam na własne oczy przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie wiem nawet czy da się znaleźć słowa, które opiszą, jakie to uczucie przepływać kilkadziesiąt centymetrów od tak imponujących i potężnych formacji skalnych. Nie mówiąc już o wielobarwnym zachodzie słońca.

To trzeba po prostu przeżyć.









***

Po rejsie, mój apetyt na eksplorowanie zatoki Ha Long Bay  wzrósł jeszcze bardziej. Tym razem postanowiłam zobaczyć ją z zupełnie innej perspektywy. Godzinami szukałam informacji o najlepszych punktach widokowych. Rozważałam wyspę Titop, ale ostatecznie zdecydowałam się wejść na wzgórze Bai Tho, które miało najwięcej pozytywnych opinii.

Następnego dnia wypożyczyłam skuter i wyruszyłam w drogę. Myślałam, że znalezienie wejścia na Bai Tho będzie proste, w końcu to popularna atrakcja turystyczna. Ale nic bardziej mylnego... Błąkałam się po okolicy ponad godzinę, pytałam wszystkich napotkanych przechodniów, ale ci albo nie znali drogi, albo wymachiwali rękami, próbując mi coś przekazać. Zupełnie nie wiedziałam, o co im chodzi. Zrezygnowałam. Wróciłam do mieszkania wkurzona, bo nie dość, że przemarzłam, straciłam cały dzień, zapłaciłam za skuter i paliwo, to jeszcze wszystko na marne.

Następnego dnia moja koleżanka usłyszała w radio, że na Bai Tho wybuchł pożar. Wtedy uświadomiłam sobie, że zapewne tę informację chcieli mi przekazać mieszkańcy Halong. Sytuacja nie wyglądała zbyt dobrze i przez chwilę straciłam wiarę, że uda mi się tam w ogóle dostać. Jednak kilka dni później zobaczyłam, że jeden z podróżników, których obserwuje na Instagramie, zamieścił zdjęcie z Bai Tho, pisząc, że wszedł tam nielegalnie, bo główne wejście jest zamknięte ze względu na skutki po pożarze.

Zdawałam sobie sprawę, że wejście na ten punkt widokowy to ryzykowny krok, ale nie mogłam odpuścić. Szczególnie, że nie wiedziałam, kiedy następnym razem pojawię się w Wietnamie. Na azjatyckim forum podróżniczym przeczytałam, że w jednym z tutejszych mieszkań jest nielegalne wejście na Bai Tho, a przy furtce siedzi starsza kobieta pobierająca różne opłaty, w zależności od liczby osób i zdolności negocjacyjnych. Znalezienie tajemnego przejścia zajęło mi chyba całą wieczność. Aż w końcu jeden z mieszkańców wskazał mi wąskie schody prowadzące do czyjeś posiadłości. Kiedy zobaczyłam przy wejściu starszą kobietę pokazującą banknot 50 000 dongów, wiedziałam, że jestem we właściwym miejscu.

Wejścia na górę strzegło kilka psów, które nie wyglądały zbyt przyjaźnie. Dodatkowo perspektywa tego, że będę tam sama, wcale mnie nie uspokoiła. Droga nie była zbyt wymagająca. Ponoć zajmuje ok. 30 minut, ale ja ze strachu nabrałam takiego tempa, że weszłam, a właściwie wbiegłam tam w jakieś 15 😉

I wtedy przed moimi oczami ukazał się taki widok:


Koszty:

Wypożyczenie skutera: 100 000 VND (ok. 16 zł)
Łapówka dla starszej kobiety: 50 000 VND (ok. 8 zł)
Widok całego Ha Long Bay dla siebie – BEZCENNE ;)

Brak komentarzy